[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdzie moje wnuki? Aha, wyglądają na szczęśliwe, prawda? -Gabe podążył za nią wzrokiem i zobaczył swoją żonę w otoczeniu znajomychtwarzyczek.Przez chwilę przyglądał się kobiecie siedzącej razem z sierotami.Wjego sercu zaczęła rodzić się nadzieja.- Twoja żona ma matczyne podejście dodzieci - zauważyła Carlotta.- To prawda - przyznał.- Ale padre mówi, że nie macie dzieci.- Mieliśmy synka.Urodził się bardzo malutki i nie przeżył.Staraliśmy się oadopcję, ale nic z tego nie wyszło.Więc teraz jesteśmy bezdzietni.- Aha.To dlatego twoja żona nie jest taka, jak by tu powiedzieć.taka swo-bodna w obcowaniu z dziećmi, tak? Nosi w sobie zbyt wiele bólu.- Chyba tak.- Ale ma dobre serce.- Tak.Gabe patrzył, jak Leah całuje Jos�go w czoło.Chłopiec się skrzywił, a onawybuchnęła śmiechem.- Ty też nosisz w sobie smutek, doktorze, prawda? Gabe zawahał się.- On zawsze we mnie będzie - odparł.Potem, ponieważ krępowała go roz-mowa na tak osobiste tematy, wskazał dzieci i rzekł: - Masz wspaniałe wnuki.- Są wspaniałe nawet jak urządzają ci pobudkę? Gabe zachichotał.- Wiedziałaś, że nas odwiedziły?- Babki muszą mieć oczy dookoła głowy.- Carlotta przyglądała się, jak Jos�chwali się ciężarówką.- %7ływe srebro - powiedziała.- Ciągle w ruchu, nawet kie-dy śpi.Anna to papla, buzia się jej nie zamyka, a Rosa.- Zamyśliła się.Na jejtwarzy malowała się miłość zmieszana ze smutkiem.- Rosa to pieszczocha.Do-brze, że wszystkich tutaj znają - dodała.- Nikt im ciebie nie zastąpi - oznajmił Gabe ciepło.-Obojętnie, kto się nimizaopiekuje.- Dziękuję za te słowa, doktorze Gabriel - szepnęła kobieta.- Ty też masz do-bre serce.Może ojciec David znajdzie dla moich dzieci takich dobrych ludzi jakty i twoja żona?Gabe znieruchomiał.Czy Carlotta sugeruje, że chciałaby, żeby to on zaadop-tował jej wnuki? Jak Leah przyjmie ten pomysł? Przecież stanowczo odmówiłapoddania się kolejnej procedurze adopcyjnej.Przyrzekł Leah, że decyzja należydo niej, i nie złamie słowa, nawet gdyby miał przez to cierpieć.- Nie smuć się, doktorze - odezwała się Carlotta.-Co będzie, to będzie.- Ztrudem wstała.- Ta trójka zamęczy twoją żonę, więc chodzmy jej na ratunek.ROZDZIAA DZIESITYLeah wiedziała, że muszą się spieszyć, by przebadać jak najwięcej pacjentów,ponieważ zgodnie z planem następnego dnia ich pobyt w Ciuflores się kończył.Nie była zadowolona, że wyjeżdżają w momencie, kiedy wciąż są bardzo po-trzebni, lecz pocieszała się myślą, że jednak trochę odciążyli personel szpitala.Wnuki Carlotty podbiły jej serce.Jak mogło być inaczej, skoro na jej widokRosa uśmiechała się szeroko i natychmiast podbiegała, prosząc, by wzięła ją naręce?To nie są twoje dzieci, powtarzała sobie Leah podczas zabawy z Anną i Jo-s�m.Jesteś dla nich atrakcją, czy tak się wyraził Gabe? Atrakcją.Tak.Właśnieatrakcją.Bywały chwile, kiedy Leah żałowała, że nie może całej trójki zabrać ze sobądo domu, ale przecież to było niemożliwe.Dzieci mają stryja, który się nimi za-opiekuje.Do południa straciła rachubę, ile domów odwiedzili.W ostatnim zastali sytu-ację wręcz dramatyczną.Nie dość, że wszyscy w rodzinie byli chorzy, to matka,w ciąży z trzecim dzieckiem, miała zaawansowaną gruzlicę.Ojciec zaś kilka ty-godni temu wyjechał w poszukiwaniu pracy i słuch po nim zaginął.Leah, David i Gabe odeszli na bok, by przedyskutować, co mają w tej sytuacjizrobić.- Nie możemy zostawić tej kobiety tutaj - ostrzegła Leah.- Dziecko naciskana przeponę, pojemność płuc jest zmniejszona.Pani Ortiz musi znalezć się wszpitalu, gdzie będzie miała zapewnioną opiekę pielęgniarską, nie wspominając oaparaturze wspomagającej oddychanie.- Szpital jest pełny - przypomniał Gabe.- Ale jeśli zostanie w domu.- Leah zawiesiła głos.Uważała, że nie musikończyć zdania.Dla każdego było oczywiste, co się wówczas stanie.- Wiem, wiem - mruknął Gabe.- Nie dotrwa do rozwiązania.- David dostawi jeszcze dwa łóżka, przynajmniej na krótko.- To się da zrobić - powiedział Gabe - ale nawet wtedy nie dokonamy cudu.Leah doskonale wiedziała, jak niebezpieczna jest grypa dla kobiet w ciąży.- To prawda, ale będzie miała większe szanse walczyć z chorobą.Tutaj niema żadnej.Jej argumenty przekonały Gabe'a.- Co zrobimy z dziećmi, jeśli zabierzemy matkę do szpitala? - zwrócił się doDavida.- Znajdziesz kogoś, kto się nimi zajmie w domu?- W normalnych warunkach nie byłoby z tym problemu, ale zdrowych doro-słych jest coraz mniej - odparł zmartwiony David.- Jedyne, co mogę zrobić, tozabrać je do sierocińca
[ Pobierz całość w formacie PDF ]