X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mówiono mi nawet, że sam król uważa je za cenneokazy.- Naprawdę?Przytaknęła.Stojący obok Quenton rzucił jej zdumione spojrzenie.- Król, panno St.John? Mam nadzieję, że ta informa�cja pochodzi z dobrego zródła?- Z najlepszego, od mojego ojca.Powiedział mi, żekról Karol ma ogromny zbiór motyli, ale wysłał do niego prośbę o Lycaena helle, gdyż brakowało mu go do ko�lekcji.- Czy poślemy mu tego? - zapytał chłopiec.Miał tak poważną minę, że Olivia musiała się roze�śmiać.- %7łeby go wysłać, trzeba by go najpierw zabić.Chceszzabić motylka, Liacie?- O, nie, nigdy bym tego nie zrobił.- Oczy chłopcarozszerzyły się ze zgrozy- Cieszę się.Ja też nie.A może chciałbyś pracować takjak moja matka i ojciec? - Zapytała po chwili namysłu.- Rysowali motyle, opisywali ich kolory i odnotowywali,gdzie je znalezli.Chciałbyś narysować Lycaena helle?- Bardzo chętnie, proszę pani.- Więc chodzmy po przybory do rysowania.Gdy ruszyli z powrotem ścieżką, Liat skakał z przodu,ogar biegł za nim, Olivia i Quenton szli z tyłu, a Pem�broke dyskretnie zamykał pochód.Olivii coraz bardziejciążyło złowróżbne milczenie Quentona.Jakby z najwy�ższym trudem hamował gniew.Gdy tylko doszli do fotelaBennetta, Liat rozgadał się, opisując motyla ze szcze�gółami.- Był różowy i lawendowy i panna St.John powie�działa, że nazywa się.hm.Lycae.Lycaena helle i żeto jeden z ulubionych motyli króla.Ale nie chciałem gozabić i wysłać królowi, więc przyniesiemy przybory dorysowania i naszkicuję go.- Odwrócił się do swojej opie�kunki.- Myśli pani, że mógłbym posłać rysunek do pała- cu królewskiego? Król Karol mógłby go umieścić w ko�lekcji zamiast prawdziwego motyla.Olivia uśmiechnęła się do chłopca łagodnie.- Zastanowimy się nad tym.Co prawda, przypusz�czam, że do tej pory król chyba już znalazł parę własnychLycaena.- Wyciągnęła do niego rękę.- Chodz, Liacie.Przyniesiemy te przybory.- Nie ma potrzeby, panno St.John - powstrzymał jąQuenton.Był zdumiony nie tylko potokiem słów, płynących z ustmilkliwego dotychczas chłopa, lecz także reakcją swegobrata na żywą paplaninę Liata.Oczy Bennetta rozszerzyłysię, gdy słuchał barwnego opisu motyla.Zledził każdyruch ręki chłopca, a nawet skinął z aprobatą głową namyśl o narysowaniu cennego okazu.Może dzieje się tucoś więcej nad zwykłą wizytę w ogrodzie?Spojrzał na Pembroke'a.- Niech służący przyniesie przybory do rysowaniapanny St.John - polecił.- Tak, milordzie.- Pembroke odwrócił się z kamiennątwarzą.- Może powinnam zabrać już panicza Bennetta na her�batę? - Minerva rzuciła niespokojne spojrzenie w kierun�ku domu.- Nie ma potrzeby.Pembroke! - zawołał Quentonw stronę oddalających się pleców kamerdynera.- Po�wiedz pani Thornton, żeby przyniosła nam herbatę i bisz�kopty. Kamerdyner przystanął i odwrócił się.- Herbatę i biszkopty? Do ogrodu, wasza miłość?- Tak, do ogrodu.- Quenton zignorował nutkę dez�aprobaty w głosie Pembroke'a i odprawił go niecierpli�wym gestem.Niebawem pojawiło się kilku służących, którzy nieślistół, obrus, nakrycie do herbaty, różne biszkopty i ciaste�czka, a także mięsa, sery, konfitury i galaretki.Liat, wyciągnięty na brzuchu w trawie, rysował moty�la, który fruwał z kwiatka na kwiatek.Fotel Bennetta usta�wiono tuż obok, tak by mógł obserwować, jak szkic na�biera kształtu i wypełnia się kolorami.Minerva krążyławokół nich, okrywając chorego kocem, jeśli zsunął mu sięz ramion, i pilnując, by młodemu człowiekowi niczegonie brakowało.- Czy wasza miłość zostanie tu na herbacie? - zapy�tała pani Thornton.Quenton pomyślał o księgach rachunkowych w gabine�cie dziadka.Nie chciało mu się stąd odchodzić.Nie ze wzglę�du na siebie oczywiście.Nie trzymała go też tutaj obecnośćmłodej guwernantki ani paplanina chłopca czy rozkosznearomaty kwiatów.Zostanie dla Bennetta, postanowił leniwie.Nie może przecież pozwolić, żeby te głupiutkie kobiety wy�zuły jego delikatnego brata z całej energii.- Tak, oczywiście, pani Thornton - odparł i zasiadł najednej z ławek.Ogar ułożył się u jego stóp.Gospodyni nalała herbaty i rozdała filiżanki, a potempowiedziała: - Jeżeli wasza miłość niczego więcej nie potrzebuje,wzywają mnie obowiązki.- Dziękuję.- Quenton odprawił ją gestem i sączącherbatę, myślał, jak przyjemnie jest wygrzewać się nasłońcu.- Czekają na ciebie biszkopty, Liacie! - zawołałaOlivia.- Wiem, proszę pani.Mogę najpierw skończyć obrazek?- Oczywiście.- Biszkopta, Bennetcie?- Panicz Bennett nie spożywa południowego posiłku- rzekła cicho Minerva.- Może napiłby się herbaty?- Bzdura.- Gdy Minerva podawała choremu herbatę,Olivia nałożyła na talerz mięso, ser, biszkopty i ciasto.-Zwieże powietrze dobrze wpływa na apetyt - powiedziała,wręczając Bennettowi sporą porcję.Ku zdumieniu Quentona jego brat wziął talerz i zacząłjeść, przez cały czas przypatrując się rysunkowi Liata.Bezwiednie zjadł wszystko, co do okruszyny.- Miałbyś ochotę na coś jeszcze? - spytała Minerva.Z roztargnieniem skinął głową.Służąca podeszła do stołu, przy którym Olivia i Quen�ton delektowali się herbatą.- Nie mogę uwierzyć, że panicz Bennett tyle zjadł -wyszeptała.- Tak właśnie działa świeże powietrze - odparła Oli�via.- Odkąd zaczęliśmy spacery na wrzosowiska i poogrodzie, Liat ma lepszy apetyt i śpi przez całą noc. - To byłby prawdziwy cud, gdyby panicz Bennettmógł przespać choć jedną noc bez tych swoich koszmar�nych snów - powiedziała cicho Minerva, zerkając na lor�da Stamforda.Quenton z trzaskiem odstawił filiżankę.Wzmiankao nocnych strachach brata pozbawiła go wszelkiego ape�tytu.Olivia spojrzała na młodą służącą.- Zostajesz na noc z paniczem Bennettem?- Zpię na podłodze koło jego łóżka, tak że zawsze je�stem przy nim, gdy mnie potrzebuje.- Bardzo się starasz.Zauważyła, że nie tylko ją zaskoczyło wyznanie Mi-nervy.Również Quenton spojrzał na dziewczynę ze zdu�mieniem.- Zawsze podziwiałam panicza Bennetta.Kiedy byłjeszcze chłopcem i odwiedzał naszą wioskę z dziadkiem,odnosił się do mnie bardzo miło.Gdy więc stary lordStamford poprosił panią Thornton, by przydzieliła służącądo jego obsługi, sama się zgłosiłam.- Musisz być bardzo zmęczona, skoro troszczysz sięo niego dzień i noc bez chwili wytchnienia.- Olivia dotknę�ła jej dłoni.- Jestem pewna, że jeśli poprosisz panią Thorn�ton, znajdzie kogoś, kto cię od czasu do czasu zastąpi.- O, nie, panienko.Nie chcę go odstępować ani nachwilę.Naprawdę.Nikt nie potrafi się nim zająć tak jakja.- Minerva napełniła swój talerz i pospieszyła dochorego. - Mój brat ma szczęście, że trafił na taką oddaną słu�żącą - mruknął pod nosem Quenton, przyglądając siędziewczynie.Olivia przytaknęła, lecz przyszło jej na myśl, że Miner�va jest być może dla Bennetta kimś więcej niż tylko wier�ną sługą.- Proszę mi opowiedzieć o swoim domu w Oksfor�dzie, panno St.John.- Quenton sączył herbatę i patrzył,jak twarz dziewczyny łagodnieje.- To uroczy mały domek, nie większy niż tutejsza obo�ra.Ale czuliśmy się tam tak dobrze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • zambezia2013.opx.pl
  • Podstrony

    Strona startowa
    Graham Heather (Pozzessere Heather Graham) Tajemnice zamku Lochlyre (Mordercza gra)
    Moning Karen Marie Szaleństwo 01 MacKayla Lane 01. Mroczne szaleństwo
    Intrygi i tajemnice 08 Dwa œwiaty, jedna miłoœć Merrill Christine
    Akademia Mitu 03 Tajemnice Gwen Frost Estep Jennifer
    Bradford Barbara Taylor Emma Harte 04 Tajemnica Emmy
    § Gardiner Meg Jo Beckett 01 Klub tajemnic
    Kraszewski Józef Ignacy Żeliga tajemniczy kasztelan i chłopka
    Intrygi i tajemnice 01 Cienie przeszłoœci Allen Louise
    Smith Lisa Jane Tajemny kršg 1 Inicjacja. Zakładniczka
    Johansen Jorund Tajemnica wodospadu 01 Postac w kapturze
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • blondiii.pev.pl
  • Drogi uĚźytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.