X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Siedział teraz przy swojej barierce odgradzającej salę od kuchni i wzdychał.- %7łałuj za grzeszny język - mruknął Sz�k�l�n i ze specjalną ostentacją oglądał każdykawałek soczystej szynki, unosząc go na nożu w powietrze.Cugsfirer patrzył na to jak pies na wystawę wędliniarni.Pożywili się i niezle podlaliposiłek rumem i winem.Potem postanowili przespać się na zmianę do wieczora.Po południu zajechał na stację pociąg mieszany, osobowo-towarowy, który, poodłączeniu dwóch wagonów naładowanych końmi, odjechał dalej do Austrii.Podczas kiedywagony przesuwano na bocznicę, gdyż miały być dołączone do pociągu odchodzącego wnocy, dowódca transportu, stroskany lejtnant pospolitego ruszenia, wysoki i chudy jak tyka, zpasem niedołężnie wiszącym na brzuchu, wkroczył do komendy dworca.Był to egzemplarzwybitnie nieporadny i apatyczny.Wyrwany w ostatnim roku wojny z własnego światkainteresów, w którym prosperował dotąd, uważał zaszczytną służbę w mundurze oficerskim zazwyczajną katorgę.Ponieważ od oficerów zawodowych nasłuchał się wiele o zachowaniu się oficera i o wrażeniu, jakie powinien wywoływać, nadrabiał miną w sposób wzbudzającypolitowanie.Drzemiący przy piecyku ordynans komendy dworca, stary pospolitak, na jego widokpowstał niedbale i z wyzywającym lekceważeniem.Poznał się od razu na wartości służbowejlejtnanta.- Chciałem rozmawiać z panem komendantem dworca.Ordynans z wyraznymbrakiem szacunku podrapał się po głowie.- Pana komendanta dworca nie ma - odrzekł i po małej przerwie dodał dla świętegospokoju - panie lejtnancie.Lejtnant poprawił binokle na nosie.- Proszę go zawołać, sprawa jest bardzo ważna.Stary ordynans popatrzył na lejtnanta, jakby pytał: "Czy może być dla mnieważniejsza sprawa, jak iskanie się przy ciepłym piecu?" - i wyszedł z widocznymniezadowoleniem.Lejtnant usiadł na taborecie i ponuro zapatrzony w buzujący w piecykuogień wzdychał smętnie i półgłosem klął.W kilka minut pózniej przyszedł odwołany od kartu zawiadowcy stacji kapitan i z niechęcią przywitał lejtnanta.Ten ostatni przedstawił się zwielkim szacunkiem i na zapraszający gest kapitana usiadł przy stole.- Czym mogę panu służyć, panie lejtnancie? - zapytał kapitan.- Melduję posłusznie, panie kapitanie, że jestem dowódcą transportu koni i jeden znich właśnie, wierzchowy koń pana generała von Kreissa, dowódcy 6 dywizji górskiej, zdajesię zachorował.Pozwalam sobie prosić pana kapitana o udzielenie mi pomocy sanitarnej wmyśl instrukcji - tu lejtnant wyjął z kieszeni odbitą na powielaczu instrukcję otrzymaną przedwyjazdem i uderzył po niej palcem - gdyż obawiam się, że koń może zdechnąć.Kapitan odgryzł kawałek ustnika i wypluł go na podłogę.- Na czym pan opiera swoje obawy, panie lejtnancie?- Koń leży na podłodze i nie przyjmuje pokarmów, panie kapitanie, sądzę, że coś mudolega.- Nie przyjmuje pokarmów - powtórzył kapitan ironicznie - i leży na podłodze, hm.Lejtnant poprawił ciągle opadające binokle.- Tak jest, panie kapitanie.%7łołnierze tłumaczą to chorobą, której ustalić nie mogę.Poza tym nie znam środków zapobiegawczych.Proszę więc pana kapitana, w myśl instrukcji,o udzielenie pomocy, gdyż.Kapitan chciał odgryzć jeszcze kawałek ustnika, ale pozostało go już za mało, więcwypluł wszystko.Po czym splótł ręce na stole i wpatrzył się w lejtnanta takim wzrokiem, jakpsychiatra sądowy patrzy na przestępcę w obliczu sądu, kiedy ma wydać orzeczenie.Wyniki obserwacji musiały być bardzo smutne, gdyż głęboko westchnął.Tym samym tonem, jakimdo niego mówił lejtnant, tonem ściśle urzędowym i takimże stylem, kapitan odpowiedział ziskierkami ironii w oczach:- Nic panu nie pomogę, panie lejtnancie.W składzie Bahnhofskommando nie jest, jakdotąd, przewidziany etat weterynarza, a ja, jak pan widzi, jestem z oddziałów saperskich i nakoniach znam się tyle, ile pan na lokomotywach.Jedno, co mogę dla pana uczynić, tokomisyjnie zastrzelić konia i wystawić panu zaświadczenie, żeby się pan mógł przed swoimdowódcą wykazać, iż konia nie mógł pan uratować.Oto i wszystko.Lejtnant popatrzył naniego z przerażeniem.- Zechce pan kapitan zrozumieć, że jest to koń pana generała! Poza tym każą mi zaniego zapłacić z mojej gaży.- Ma pan zupełną słuszność.- Kapitan uprzejmie skinął głową.- Zresztą jeżeli niezastrzelę konia komisyjnie, to nie ulega wątpliwości, że nie utrzymawszy pomocy sanitarnejzdechnie sam.Dobrowolnie.Kapitan westchnął.- Takie wypadki zdarzają się czasami i wierzchowym koniom panów generałów,niestety.Bądz co bądz protokół stwierdzający zejście konia otrzyma pan ode mnie, to jest wmojej mocy.- Przepraszam bardzo pana kapitana.W przepisach jest powiedziane, że - lejtnantotworzył instrukcję i kapitan podniósł z westchnieniem oczy na sufit - "od odpowiedzialnościmaterialnej dowódca transportu może być uwolniony jedynie w tym wypadku, kiedy końzdechł w miejscu, gdzie nie było żadnej władzy wojskowej, która by, w myśl obowiązującychrozkazów, była obowiązana do udzielenia pomocy, lub też jeśli mimo obecności takiej władzypomoc ta, z winy tejże władzy, została opózniona, lub też jeśli udzielenie natychmiastowejpomocy nie mogło mieć miejsca z powodu siły wyższej, nie określonej niniejszą instrukcją.W takim wypadku jednak rzeczony koń lub inne zwierzę pociągowe (muł, osioł, byk, piestaborowy) nie może być pogrzebany, zanim powołana z najbliższego garnizonu komisjaweterynaryjna nie ustali protokolarnie: � a - przyczyny zasłabnięcia konia, � b - przyczyny,dla której nie udzielono mu natychmiastowej pomocy, � c - bezpośredniej przyczyny zejścia,� d.".Nawiasem trzeba dodać, że instrukcję tę, jak zresztą wszystkie instrukcje austriackie,cechowało tak zwane austriackie gadanie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • zambezia2013.opx.pl
  • Podstrony

    Strona startowa
    Kraszewski Józef Ignacy Boży gniew czasy Jana Kazimierza
    Korkozowicz Kazimierz Czarny 02 Nagie ostrza
    Korkozowicz Kazimierz Czarny 03 Powrót Czarnego
    Korkozowicz Kazimierz Czarny 01 Przyłbice i kaptury
    Przerwa Tetmajer Kazimierz Na skalnym Podhalu 9789185805846
    STREFA CIENIA Kazimierz Korkozowicz
    Zycie Chopina Kazimierz Wierzynski
    Kazimierz Krzysztofek Kody McLuhana
    Kazimiera Iłakowiczówna Wiersze 1
    Elizabeth Lapthorne Merc
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • meypaw1.opx.pl