X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tego dnia, kiedy Gretchen wróciła z pracy, zoba�czyła mrugające światełko w aparacie telefonicznym;oznaczało to, że jest dla niej wiadomość.Zaciekawio�na, połączyła się z recepcją; usłyszała, że zaraz ktośdoręczy jej przesyłkę.Przesyłkę? Próbowała sobie przypomnieć, czy cośostatnio zamawiała, jakieś materiały naukowe.Nie, napewno nie.Doszła do wniosku, że musiało się komuścoś pomylić.Po chwili rozległo się pukanie.Kiedy otworzyładrzwi, zobaczyła ogromny wazon z bukietem pięk�nych, pachnących kwiatów.Na przyczepionej do ło�dyżki kopercie widniało jej nazwisko.Czyli o pomyłcenie może być mowy.Wręczyła posłańcowi suty napiwek, po czym roze�rwała kopertę i wyciągnęła ze środka mały kartonik.Wcześniej tylko raz w życiu dostała bukiet - od ro�dziców, kiedy zdała maturę.Podniosła kartonik do oczu i przeczytała:  Gretchen, przepraszam.Za to, że prze�stałem.K.M".Uradowana, roześmiała się wesoło, po czym kręcącgłową, schowała kartonik do koperty.Co jak co, po�myślała, ale fantazji Kurtowi nie brakuje.Powinna sięgo wystrzegać; nie wiadomo, czym taka znajomośćmoże się zakończyć.Ale oczywiście nie zamierzała pozbywać się Kurtaze swojego życia.Był najbardziej fascynującym męż�czyzną, z jakim kiedykolwiek miała do czynienia.I wprost nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak on mógłsię nią zainteresować.Ponieważ było już po piątej, a umówili się na szó�stą, nie miała chwili do stracenia.Wzięła szybko pry�sznic, wysuszyła się, upięła włosy w niedbały kok, poczym włożyła jedną z długich luznych sukien, którelubiła nosić w gorącym egipskim klimacie.Przed sa�mym wyjściem wyciągnęła z bukietu wonną lilięi wsunęła ją we włosy, tuż nad lewym uchem.Kurt czekał w holu.Kiedy napotkała jego wzrok,poczuła, jak przenikają dreszcz.Miała wrażenie, jakbynagle wyostrzyły się wszystkie jej zmysły.Sukienkadelikatnie pieściła skórę, uda leciutko ocierały sięo siebie, chłodne klimatyzowane powietrze owiewałorozgrzane ciało.Takich doznań doświadczała po razpierwszy w życiu.Stał oparty o filar, czekając, aż Gretchen podejdziebliżej.Na jego ustach błąkał się leniwy uśmiech.- Pięknie wyglądasz - powiedział cicho.Widząc zachwyt w jego oczach, oblała się rumieńcem. - Dziękuję.- Uniosła dłoń do włosów.- Równieżza kwiaty.- Nie ma o czym mówić.Wziął ją za rękę.Ten niewinny dotyk sprawił, żeznów przeszył ją dreszcz.- Nigdy dotąd nie dostałam kwiatów od mężczyzny- przyznała.Popatrzył jej głęboko w oczy.- Cieszę się.że jestem pierwszy.Prawdę rzekłszy,chętnie we wszystkim byłbym z tobą pierwszy.- Na�gle skrzywił się i speszony potrząsnął głową.- Co się stało?Roześmiał się cierpko.- Przepraszam.Nie chciałem tego powiedzieć.Zrobiło się jej przykro.Słowa Kurta, że we wszy�stkim chciałby być pierwszy, sprawiły jej przyjemność.Kolejne słowa, że to nieprawda, sprawiły ból.Zreflektowawszy się, jęknął głośno.- Boże, znów palnąłem gafę! - Trzymając Gre�tchen pod łokieć, skierował się w miejsce nieco bar�dziej ustronne, po czym ujął w palce jej brodę i zmusił,żeby na niego spojrzała.- Powinienem omówić z tobąkilka spraw, zanim powiem ci, że nigdy dotąd nie spot�kałem kobiety, która tak bardzo przypadłaby mi do gu�stu jak ty.Zresztą pał diabli! Skoro już i tak naruszy�łem kolejność, to może dokończę.Gretchen, bardzochciałbym się z tobą zobaczyć, kiedy wrócisz do Sta�nów.A raczej chciałbym się ciągle z tobą widywać.Przyciągnął ją bliżej.Czuła na skórze jego oddech.- Pociągasz mnie.Nie tylko fizycznie, ale również intelektualnie.Podoba mi się twój umysł, twoje po�czucie humoru, twoja szczerość.Uwielbiam patrzeć,jak koniuszkiem języka oblizujesz wargi i jak wahaszsię, zanim cokolwiek powiesz.A kiedy wczoraj tań�czyliśmy.po prostu mam nadzieję, że czułaś to samoco ja.Była zaskoczona.I uradowana.Ten przystojny, eks�cytujący mężczyzna mówi rzeczy, od jakich kręci sięjej w głowie.W dodatku nie żartuje!Zamilkł.Wciągnął głęboko powietrze.- Powiedz coś - poprosił.To nie może być prawda.Zaraz ocknie się ze snu.Przecież takich wspaniałych facetów jak Kurt Millernie podniecają szare myszki, które tkwią z nosemw książce.- Hę? - bąknęła, wciąż oszołomiona.- Widzę, że swoim wdziękiem, wrażliwością i fi�nezją odebrałem ci mowę - stwierdził z drwiącymuśmiechem.Nie była w stanie myśleć, a co dopiero ubierać my�śli w słowa.Jednakże, mimo ironicznego tonu Kurta,usłyszała w jego głosie znajomą nutę wahania i nie�pewności.Jakże często jej samej wydawało się, że po�pełniła niezręczność towarzyską, choć nie miała poję�cia jaką.Czym prędzej więc przyłożyła dłonie do jegotwarzy.Mimo iż ogolił się przed wyjściem, leciutkizarost zdążył pokryć mu policzki.Podobała się jej taszorstkość.- Owszem, odebrałeś - przyznała nieśmiało.-Czy.czy jesteś pewien, że zwracasz się do właściwej osoby? Ze nie pomyliłeś mnie z kimś innym? Możenie zauważyłeś, ale nie należę do kobiet, na którychwidok mężczyzni szaleją.- Ja szaleję.Uśmiech rozpromienił jej twarz.- Ja też bym chciała - oznajmiła cicho.- To zna�czy widywać się z tobą po powrocie do Stanów.- Uff.Już się bałem, że nie odwzajemniasz moichuczuć.Objął ją w pasie i mocno przytulił.Po chwili ru�szyli w stronę tej samej restauracji, w której wczorajjedli kolację.- Mam sentyment do tego lokalu - szepnął jej doucha, kiedy szli za kierownikiem sali do stolika.Podobnie jak wczoraj, zamówili do kolacji wino.Tak dobrze im się rozmawiało, że nawet nie zauważyła,kiedy opróżnili całą butelkę.Kurt opowiedział jej kilkazabawnych anegdot związanych z pracą detektywa,ona zaś, ulegając jego namowom, wyjaśniła mu niecodokładniej, na czym polega jej praca przy rozszyfrowy�waniu Tablic Ahkra [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • zambezia2013.opx.pl
  • Podstrony

    Strona startowa
    Golon Anne & Golon Serge Angelika 05 Bunt Angeliki
    Golon Anne & Golon Serge Markiza Angelika 09 Angelika i demony
    Anne McCaffrey Statek 3 Statek, który poszukiwał
    Tracy Anne Warren Kochanki 02 Przypadkowa kochanka
    Golon Anne & Golon Serge Angelika Droga Do Wersalu
    Rice Anne Dzieje czarownic z rodu Mayfair 03 Taltos
    Long Julie Anne Pennyroyal Green 05 Miłosna szarada
    Mather Anne Œwiatowe Życie Duo 344 Podróż do Rio
    Holt Anne Vik i Stubo 02 To co się nigdy nie z darza (2)
    Londyński sezon 02 W obronie miłoœci Herries Anne
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • wielkikubel.opx.pl