X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pamela była taka, jak większość kobiet Nieco po trzy-R S SANDRA STEFFEN130dziestce, całkiem ładna, nawet z tą wielką, tlenioną blondczupryną i wymalowanymi ustami oraz wściekle czerwo�nymi szponami.Z całą pewnością miała też przyjemniezaokrąglone kształty.Ale niezależnie od tego co mówiłao braku zobowiązań, mężczyzna, który przyjąłby jej hoj�ną ofertę, wpakowałby się w niezłe tarapaty.- Muszę jutro wcześnie wstać.Pędzimy z chłopakamistado na tereny nad Cukrowym Strumieniem.- Naprawdę?- Tak.- Cóż.- Ponownie zwilżyła usta i wyprężyła ciało- Może innym razem.Steven nie mógł wymyślić odpowiedzi, która nie by�łaby niegrzeczna.Tak więc dotknął tylko ronda kapeluszai wsiadł do furgonetki.Na szczęście Pamela zrozumiałaaluzję i znikła w bocznej uliczce, gotowa znalezć innego,bardziej podatnego na jej urok mężczyznę.Pukanie do drzwi rozległo się pięć minut przed dzie�więtnastą.Meredith poderwała się na równe nogi.Na pro�gu stał Steven, w kapeluszu nasuniętym głęboko na oczy.Trzymał w rękach telewizor, który podarowała mu po�przedniego wieczora.- Sprawdziłem wszystkie kanały.Nie było nic cieka�wego.Otworzyła szeroko drzwi, zapraszając go do środka.Bała się, że za chwilę rzuci się w jego ramiona.- Kolacja już prawie gotowa.Mam nadzieję, że lubiszR S 131POW�D DO DUMYwłoska kuchnię.To nie są pracochłonne dania, a przytym bardzo smaczne i pożywne.Zdjął kapelusz i położył go na stoliku.Meredith za�uważyła, że jest bardzo spięty.Bardziej niż zwykle.- Przegoniłeś dziś stado na urodzajniejsze pastwiska?- spytała przyjaznie.Niewinnie pytanie zaskoczyło Stevena.Spojrzał nieconieprzytomnie, zwłaszcza że z kuchni dolatywał niezwy�kle miły aromat.- Skąd wiesz? Chyba ci o tym nie wspominałem?A może jednak?Przestąpiła z nogi na nogę.przechyliła nieco głowęi posłała mu z ukosa spojrzenie, które niemal zwaliło goz nóg.Bez słowa wskazała na otwarte okno.Wszystkojasne.- Słyszałaś, jaką propozycje złożyła mi Pamela?- Słyszałam też twoją odpowiedz.Steven od razu się rozchmurzył.- Jesteś głodny? - zapytała.- Prawdę mówiąc - rzekł, robiąc krok w jej stronę- w tej chwili nie interesuje mnie jedzenie.- Ja czuję to samo, Steven.- Meredith cofnęła sięo krok.- A teraz mam ochotę paść ci w ramiona.-Znów zrobiła krok do tyłu.- Kochanie, poruszasz się w niewłaściwym kierunku.Wyciągnęła przed siebie dłoń.- Nie.Staram się postępować właściwie.Im lepiej cięznam, tym bardziej cię lubię, a im bardziej cię lubię, tymR S SANDRA STEFFEN132bardziej pragnę.tego, co i ty.Dlatego też apeluję dotwojego zdrowego rozsądku.- Mojego rozsądku?Pokiwała głową.- Rozpoczęliśmy nasz związek w niewłaściwy spo�sób.Nie wolno nam teraz popełnić tego samego błędu.To byłaby niewybaczalna głupota.- Mów dalej, Meredith.- %7ładne z nas nie myślało trzezwo tamtej nocy.Obojeczuliśmy się zranieni, osamotnieni i smutni.Stało się,i nikogo z nas nie można za to winić.Ale nie pozwólmy,by i tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli.- Masz na myśli seks.Meredith głośno przełknęła ślinę.Nawet tamta pierw�sza noc znaczyła dla niej więcej, nie chodziło wyłącznieo seks.Zastanawiała się, w jaki sposób kobieta możezdobyć zaufanie mężczyzny takiego jak Stcven.Miał do�bre serce, lecz lecz bał się miłości.Ostatniej nocy, gdy podsłuchała jego rozmowę z Pa�melą, zdała sobie sprawę, że nie chodzi jej tylko o to,by Steven zaczął jej ufać.Potrzebowała jego akceptacji,pragnęła, by dodawał jej otuchy.Bez tego nigdy nie stwo�rzą trwałego związku.Rozległo się brzęczenie minutnika.Meredith włożyłarękawice i wyciągnęła z piekarnika chrupiące bułeczki,lasagne i zapiekaną fasolkę.Cały czas miała wrażenie,że znów jest małą dziewczynką, która bawi się w dom.I wtedy przypomniała sobie o ich dziecku.Dla dobra te-R S 1POW�D 1)0 DUMY 133go maleństwa gotowa była prawie na wszystko.Ale niena to, by zmienić swe życic w żałosną farsę.Zamknęła piekarnik i spojrzała na Stevena.- Rozmyślałam wiele o naszym związku.- I co?- Rozumiem, dlaczego nie wierzysz kobietom.Możektóregoś dnia mi zaufasz.Dopóki tak się nic stanie, niepowiniśmy nikogo wtajemniczać w nasze sprawy.Dopó�ki nie uwierzysz, że to dziecko jest twoje, lepiej, żebynikt o niczym nie wiedział.- Chcesz mi powiedzieć, że albo ci uwierzę, albomam zachować naszą znajomość w tajemnicy?- W twoich ustach brzmi to jak ultimatum.- A jak ty byś to nazwała?- Nic chcę jedynie zapewnień o wzajemnym zaufa�niu, bo to za mało.Nie spieszył się z odpowiedzią, choć teraz pewnie po�winien oświadczyć, że bezgranicznie jej ufa.O nie, po�został niewzruszony.Po prostu był szczery.Ona takżebyła szczera.Połączyło ich wzajemne pożądanie.To onopopchnęło ich ku sobie.A teraz miało przyjść na światich dziecko.Ona pragnęła związku, trwałego związkuz ojcem dziecka.To wymagało czegoś więcej niż tylkowzajemnej fascynacji.Wymagało zaufania.I szacunku.I miłości.W przeciwnym wypadku ich związek skazanybył na niepowodzenie.W jaki sposób mogła sprawić, bySteven to pojął?- Czasami ludzie robią coś dobrego z niewłaściwychR S SANDRA STEFFEN134pobudek.Steven.Czasami postępują niewłaściwie, minioiż kierują nimi dobre intencje.Ja próbuję postąpić słu�sznie z właściwego powodu.- To znaczy dla dobra dziecka.Dla dobra dziecka, pomyślała, ale też dla Stevena i dlasiebie samej.- Chcesz udawać, że nie czujemy do siebie silnegopociągu? - zapytał.- Nie.Ja tylko uważam, że na razie powinniśmy za�chować naszą znajomość w tajemnicy.Nie odpowiadał przez dłuższy czas [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • zambezia2013.opx.pl
  • Podstrony

    Strona startowa
    Brown Sandra Może już jutro (Obietnica jutra)
    Brown Sandra Może już jutro (Obietnica jutra)(1)
    01. Urodzona księżniczka Sandra Madden
    Od pierwszego wejrzenia Heath Sandra
    Brown Sandra Zasłona dymna
    § Brown Sandra Czekajšc na miłoœć
    Phillipson Sandra Lato z Ariane
    Brown Sandra Ksišżę i dziewczyna
    W ostatniej chwili Brown Sandra
    Walc o północy Jennifer Blake
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • blondiii.pev.pl